To będzie taki lekki i chaotyczny wpis (niestety znowu „na szybko”) – stanowiący kolejny kawałek „podwaliny” pod s.y.s.t.e.m. ( na razie nie wyjawię o co tu chodzi:))
Chciałem napisać coś o racjonalności/irracjonalności i „uzgodnionej rzeczywistości” (dla mnie znaczenie tego pojęcia jest szersze i nieco inne niż w „O istocie snów” A. Mindella – choć pewnie nikt tego i tak nie czytał:)))…
Tak więc.
Kiedyś ktoś mnie natchnął do napisania tego mówiąc o intuicji…..
… że nie zawsze (albo wręcz nigdy) nie idzie w parze z tak zwanym „myśleniem racjonalnym”, co z kolei natychmiast dało mi impuls do zadania sobie pytania: czym tak naprawdę owo racjonalne myślenie miałoby być?
Oczywiście kiedy tylko wymieniłem kilka zdań i poglądów o wyżej wymienionym zagadnieniu, oraz skonfrontowałem je z dostępnymi danymi, niczym diabeł z pudełka, zaczęły wychodzić przekrzywienia i przekłamania.
Krótko i węzłowato: to czym jest „myślenie racjonalne” jest tożsame z ogólnie przyjętymi normami społecznymi i tzw. potocznymi poglądami oraz definicjami zjawisk, które z kolei…. najczęściej są irracjonalne.
Jednakże owa irracjonalność, jest do tego stopnia powszechna, wyssana z mlekiem matki i rozpromowana wszem i wobec niczym prawda objawiona, że osiadła w umysłach ludzkich, jako coś oczywistego, a tym samym prawdziwego i racjonalnego. Tymczasem wg. mnie jest dokładnie na odwrót – to nie intuicja jest irracjonalna i sprzeczna z racjonalnością, ale racjonalność powszechna jest „irracjonalna”, między innymi dlatego, że sprzeczna z intuicją.
(Mam nadzieję, że już tutaj nie zabrzmiałem niejasno, chciałbym bowiem, żeby ten punkt był świetliście i wyraziście wręcz jasny).
Od razu nasuwa się więc pytanie…..
Skąd takie wnioski? I czy dzieje się tak tylko w tzw. „sprawach uczuciowych”?
Ależ skąd. Dzieje się tak dokładnie w KAŻDEJ dziedzinie. Mamy do czynienia z całymi sekwencjami – od ignorowania wiedzy naukowej, poprzez spychanie na boczny tor znaków trafiających do naszej sfery poczuciowej (czyli nieodżałowanej intuicji) do samego końca – czyli bankructwa (bankructwo rozumiem tu jako zjawisko uniwersalne – może być plajtą zarówno finansową, emocjonalną, jak i każdym rodzajem porażki jaka nas spotka w życiu) stanowią dowód na dominację zachowań irracjonalnych w naszych poczynaniach. Ja, żeby nie podnosić na razie sprawy miłości (która – tak, tak – jest SZTUKĄ), postanowiłem, że wezmę na tapetę kwestie finansowe (coś pierwszego z brzegu praktycznie)….
Choć praktycznie nie ma najmniejszego znaczenia jakiej dziedziny dotkniemy – wszędzie rządzą te same prawidła (kiedyś, ktoś powiedział, że na wojnie i w miłości nie ma zasad…. Szczerze? Dla każdego kto czytał choć „Sztukę Wojny” Sun Tzu, jasne będzie, do jakiego stopnia pozbawione jest podstaw owo „ludowe” powiedzonko). Uzgodniona rzeczywistość i mądrości potoczne – owe społecznie akceptowalne urojenia – bankrutują w zderzeniu w twardą rzeczywistością – tą racjonalną. Jednak ludzie w sposób magiczny pozostają na wszelkie sygnały na niebie i ziemi głusi (często ma to związek ze zjawiskiem homeostazy – ale o tym będzie później)
Weźmy więc loterie pieniężne ( ale w zasadzie odnosi się to do każdej sytuacji, gdzie dana osoba doznaje nagłego przypływu pieniędzy).
Z niejedną już w życiu osobą rozmawiałem o wygranych w totolotka.
Zróbmy więc eksperyment… Z czym nam się kojarzy duża wygrana w loterii? Jakie obrazy przychodzą nam do głowy, kiedy postawimy samych siebie na pozycji wygranego? Założę się, że będą to odczucia niesłychanie przyjemne…. Przesączone radością z wygranej, tzw. Dobrami doczesnymi ociekające wizje bizantyjskie…..
Otóż…..statystycznie 70-80% tych co wygrali w totolotka większe sumy kończy jako bankruci. Proszę sprawdzić – ja sobie tego nie wymyśliłem…….. To właśnie z tego powodu największe wygrane zaczęto wypłacać ratalnie – żeby bankrutujący zwycięzcy w silnej depresji , nie burzyli sielsko – anielskiego wizerunku Lotto…. Jeśli ktoś doczyta to do końca znajdzie odpowiedź na to jakie są takiego stanu rzeczy powody …. Czy jest to zgodne z tym co słyszymy wokół? Założę się, że nie…..
I jeszcze na chwilkę wracając do racjonalności….
Gdzie objawia się irracjonalność naszej pozornej racjonalności?
Wszędzie! W każdej dziedzinie.
Podobnie jak kasyna żyją z „frajerów”, przychodzących ze swoimi drobnymi po wygraną, tak światowe giełdy w dużej mierze „doją” niewielkich graczy, o marnym pojęciu o podstawach finansów, nie mówiąc już o mechanizmach działania giełd światowych…… Jesteśmy jak chłop małorolny, który wraz z całą swoją wiedzą, uzbrojony w 1000 pln renty, idzie wprost na Wall Street, żeby zbić majątek…. Spotkałem ostatnio naszego dawnego kolegę, mieszkającego poza granicami kraju, który z miną pokrzywdzonego opowiadał, że w wyniku niekorzystnych zbiegów okoliczności (uwaga nr 1: nigdy nie z własnej winy) stracił na giełdzie kilkadziesiąt tysięcy dolarów…
Jak to możliwe – spytał ktoś??
Po tym co odpowiedział, ja sam – jako człowiek o pojęciu o grze inwestycyjnej niewielkim – powiedziałem sobie „wow – gratuluję pewności siebie”.
I myślę „nawet sobie nie ustawiłeś opcji „stop loss” a dziwisz się, że przegrywasz!” Nie dalej niż 3 tygodnie temu rozmawiałem z moim znajomym przedsiębiorcą, który tłumaczył mi się z umoczenia około 1 miliona pln (słownie: milion) w nieudane inwestycje giełdowe….. Oczywiście – NIE Z JEGO WINY…. Do czego zmierzam?
Pojawia nam się pierwszy kawałek układanki – choć porządkowo, w s.y.s.t.e.m.’ie zostanie ustawiony na dalszej pozycji. Związany jest z irracjonalnym/emocjonalnym uzależnianiem się, wynikłym z wyżej wspomnianego zjawiska homeostazy
W myśl „algorytmu”, około 95-99% graczy (głównie tych drobnych – przy czym gracz drobny to taki, który inwestuje poniżej 1 miliona dolarów!), przegrywa (czyli wychodzi z mniejszą sumą niż wszedł). Ten odsetek w ogóle – wahający się w przedziale 95- 99% – jest kluczem do rozumienia każdej dziedziny i każdej sztuki jakiej na swojej drodze dotkniemy. Pisałem o 95 – 99 % w innym kontekście – a mianowicie w odniesieniu do miłości – te same 95 – 99% ma zastosowanie na rynku finansowym. W sporcie, drobnej przedsiębiorczości – wszędzie. Jesteśmy przez nie określani……
Jakie są tego powody?
Dzieje się tak nie dlatego, że liczby są magiczne, ale dlatego, że ludzie są na tyle magiczni, żeby brać się za coś na czym się nie znają…. To co Erich Fromm pisał na wstępie sztuki miłości „nie ma drugiego zjawiska, w którym pokładalibyśmy takie nadzieje i które zawodziłoby z taką REGULARNOŚCIĄ jak miłość”, R. Kyiosaki czy R. Trump mogliby sparafrazować „niewiele jest zjawisk, który bardziej pobudzają naszą wyobraźnię od szybkiego zarobku i rzadko się zdarza, żeby cokolwiek zawodziło z większą regularnością”. Aha, tak na marginesie „95% biznesów bankrutuje w ciągu 10 lat” – to dane z naszego własnego podwórka – nie musimy koniecznie za oceany wypływać.
To stąd właśnie tak silna potrzeba wyrabiania w sobie MECHANIZMÓW OBRONNYCH, o których – a jakże:) – jeszcze pisał będę…..
Spychanie faktów i tego „jak naprawę jest” w głębokie pokłady podświadomości jest podobne składowania dynamitu w piwnicy – Jedna laska po drugiej (bez głupich skojarzeń!) – które tylko czekają na zapalnik który je zdetonuje….
To nasza obrona w „obozie”….
Nazywam to zjawisko racjonalizacji zbiorowej „syndromem obozu” z tej przyczyny, że w wielu przypadkach, zachodzi tu podobne zjawisko, do występującego u kogoś kto urodził się w obozie koncentracyjnym. Jako że nigdy nie znał innej rzeczywistości, tej poza murami, wysłuchuje opowieści o innym świecie, nie będąc w stanie w nie uwierzyć… Jego „racjonalna”, uzgodniona rzeczywistość, to obóz koncentracyjny…… Jeśli ktoś będzie mu opowiadał o piciu szampana na Polach Elizejskich w Nowy Rok, będzie to dla niego tak samo realne jak dla nas bajki o Czerwonym Kapturku….
P.S. Powody bankructw zwycięzców w loteriach są niesłychanie proste… pod jednym wszakże warunkiem: jeśli tylko założymy – znowu – że wszystko jest sztuką i wymaga odpowiedniej wiedzy i umiejętności, a obchodzenie się z pieniędzmi nie jest tu wyjątkiem)
1/ Brak im podstawowej edukacji w dziedzinie finansów, więc nie są władni określić ile tak naprawdę i na co mogą wydawać…. I niesłychanie szybko dochodzą do stanu pierwotnego – czyli tego przed wygraną – z jednym wszakże wyjątkiem…. Ich obciążenia kredytowe są proporcjonalne do skali wygranej, a nie ich marnych zarobków sprzed owej wygranej. Jeśli ktoś przed wygraną nie miał odłożonych pieniędzy i był zadłużony na kilkadziesiąt tysięcy złotych, to najprawdopodobniej w kilka lat po wygranej w magiczny sposób znajdzie się w sytuacji analogicznej, tylko na inną zupełnie skalę. Nie będzie miał pieniędzy tak samo jak ich nie miał przed wygraną, z tym, że jego obciążenia kredytowe będą się liczyły w MILIONACH a nie tysiącach
2/ (drugi powód jest pochodną pierwszego i praktycznie w nim się zawiera) Po wygraniu dużej kwoty, przeciętny obywatel rzuca się do „spełniania swoich marzeń” – czyli kupowania tych rzeczy, które zawsze chciał mieć, ale na nabycie których nie mógł sobie pozwolić z racji na niski status. Na tapetę wchodzą samochody sportowe, wystawne domy, przyjęcia…… Czyli jest to mniej więcej tak, jak posadzenie gospodyni domowej za sterami bombowca (wybaczcie feministki) – nic dobrego z tego wyjść nie może. Te 20%, które nie bankrutuje w pierwszych dajmy na to 5 latach po wygranej, to osoby, które podstawy edukacji finansowej liznęły i/lub mają obok siebie mądrych doradców….. + część z nich to Ci co wygrali kwoty wypłacalne w ratach i tylko to pozwala im zachować płynność. Z tej samej przyczyny dla której bankrutują zwycięzcy w lotto, nie za dobrze wiedzie się gwiazdom sportu – mamy do czynienia z kolejnymi bankructwami w ostatnich latach (m.in. Evander Holyfield).
Czy pamiętacie jeszcze bajki o przekleństwie związanym ze skarbami? Kiedy to znalezienie drogocennego skarbu ściągało na znalazcę przekleństwo? Otóż coś tu jest na rzeczy……..
Pozdrawiam serdecznie
No title
Enter vehicle registration number:
No related posts.
Powiązane wpisy wygenerowane przez wtyczkę Yet Another Related Posts.
{ 2 komentarze… czytaj poniżej lubdodaj jeden }
Zgodzę się, że wpis jest chaotyczny, ale do lekkich to on nie należy
Mam nadzieję, że dobrze zrozumiałem wszystko po przeczytaniu i odnoszę wrażenie, że napoczynając temat dotyczący myślenia racjonalnego i kierowania się intuicją tudzież puszczanie w samopas swoją wolę zjechałeś trochę na pobocze skupiając się na mankamentach ludzkiego nieogarnięcia w przypadku podejmowania decyzji gdzie główną rolę odgrywają pieniądze.
Także posługiwanie się terminami „racjonalność”, „myślenie” i „intuicja” zakreślasz szerokie pole, ale skupiasz się tylko na fragmencie tego co nakreśliłeś cyrklem
Bo w pierwszych zdaniach myślałem, że zacznie się od meritum – epistemologii. Od tego jak człowiek poznaje, tak aby potem czytelnik przy dalszej lekturze miał podobne do Twojego rozumienie terminów i ich rolę. Szczególnie kiedy nie zna lektur, które ukształtowały Twoją wiedzę i poglądy.
Witaj i dzięki z komentarz.
Wiem, że wpis jest chaotyczny– jak mówiłem pisałem go trochę na szybko i na kolanie. Trudno mi teraz znaleźć chwilę czasu, żeby to wszystko poskładać – więc proszę o wybaczenie, jeśli zabrzmiałem niejasno.
Po pierwsze definicje.
Tak więc przez racjonalność rozumiem: myślenie i działanie zgodnie z rzeczywistością. Rzeczywistością psychologiczną także. Zgodnie z definicją „Racjonaliści przyjmują tylko te spośród aksjomatów, elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania”.
Ja przyjmuję definicję szerszą – taką jak napisałem wyżej. W myśl tej definicji działamy w sposób zgodny z odkryciami nauki w jakiejś dziedzinie.
Racjonalność uzgodnionej rzeczywistości natomiast polega na tym, że określamy rzeczy na podstawie ich rzeczywistych, rdzennych definicji.
Racjonalność, którą nazywam „potoczną” z kolei, może być określona jako działanie zgodnie z racjonalnością uzgodnionej rzeczywistości.
Jaki jest więc problem? Taki, że racjonalność uzgodnionej rzeczywistości jest mocno przekrzywiona i niezgodna z racjonalnością w ogromnej ilości przypadków. Takie jest mniej więcej meritum tego co napisałem. Racjonalność jest nieracjonalna z racjonalnego punktu widzenie. Czyli jest irracjonalna:)
Kolejną sprawą, którą poruszyłem – poza zafałszowaniem rzeczywistości – jest fakt, że pewne uniwersalne zasady rządzą każdą dziedziną naszego życia. Niespełnienie ich w którejkolwiek z nich rezultuje porażką.
Problem: uzgodniona rzeczywistość większości tych zasad w dużej części nie przyjmuje, przez co od samego początku jesteśmy źle programowani. Powodów jest wiele: oportunizm i szukanie łatwych wyjść, homeostaza, tradycja, religia ( w niektórych jej formach). Wszystko to tworzy wokół nas nieprzenikalny (niemal – na szczęście) całun, przez który tak ciężko się przebić.