Powrót do domu w plastikowym worku II

autor JJ dnia 20 lipca 2010

Postanowiłem po dłuższej przerwie wrócić do swojego bloga. Dotąd był pisany z wielkiego doskoku, raz od wielkiego dzwonu, na kolanie i bez większego zastanowienia gdzie to wszystko zmierza. Podobnie sprawa się ma z jego popularnością – po co pisać, skoro nikt tego nie czyta?:) Do tego – jak ktoś celnie to ujął – wpisy są nieuczesane.
Zastanawiałem się nawet, czy w ogóle ich nie wywalić i nie zacząć od nowa – za dużo tutaj błędów stylistyznych, niektóre wypowiedzi są niespójne i wyrwane z kontekstu, przez co pewnie zrozumiałe tylko dla autora. Jednak mam do nich zbyt wielki sentyment, szczególnie do „Necromancera”, żeby to zrobić.

Zdaje sobie także sprawę, że w kilku miejscach byłem zbyt „agresywny” i parłem do przodu, nie próbując zrozumieć drugiej strony sporu, co czego się przyznaję, jednak zostawię to co już napisane (i tak mało kto to przeczytał), bo jest to uczciwy zapis stanów emocjonalnych w jakich się znajdowałem w tamtym czasie i myśli jakie się z tego wyłaniały. Myśli nie zawsze ładnie uczesanych jednak wg mnie ważnych. Teraz na tyle na ile to możliwe, postaram się być konsekwentny i bardziej stylistycznie poprawny.

Po co pisać blog?

Moja potrzeba „twórczości”, wychodzi z przeświadczenia, iż żyjemy w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa i przyszedł najwyższy czas się przebudzić.  Wiem, że zabrzmiałem jak Świadek Jechowy, ale nic na to nie poradzę:) Mogę jednie zapewnić, że nie mam specjalnych inklinacji religijnych.

Wracając do sprawy…

Z jakichś dziwnych powodów, ludzie uwierzyli, że wraz z narodzinami tzw. demokracji w rodzaju amerykańskim, skończyło się zagrożenie propagandą, wszelkimi formami totalitaryzmu, kontroli informacji, dezinformacji, że rządy przestały mieć inklinacje do popełniania zbrodni. Uważam, że pomimo wielkich zmian, mamy wciąż do czynienia z tym samym problemem, jako że system w swojej istocie się nie zmienił. W pewnym sensie nawet, aparat represyjny stał się bardziej niebezpieczny, bo niemal zupełnie niewidoczny.

Jak pisze prof. Erich Fromm („Mieć czy być”, 1978)
Społeczeństwo oraz jego psychofizyczny reprezentant, czyli rodzina, mają przed sobą rozwiązanie rzeczywiście trudnego zagadnienia: w jaki sposób złamać wolę jednostki bez równoczesnego uświadomienia j ej operacji na niej wykonywanych? Jednak w skomplikowanym procesie indoktrynacji,nagród, kar oraz stosownej ideologii udaje się to zagadnienie rozwiązać wystarczająco dobrze, aby większość ludzi wierzyła, iż działa wedle swej własnej woli, bez zdawania sobie zupełnie sprawy, iż sama ta wola jest uwarunkowana i manipulowana.”

Ostatnio bardzo wiele czasu spędziłem na czytaniu książek z pogranicza psychologii sukcesu, które w jakimś momencie ustąpiły ogólnopojętej filozofii i pscyhologii społecznej. W to wszystko wplątał się marketing, ze szczególnym uwzględnieniem tego internetowego ( z czegoś w końcu trzeba żyć) i reklama. Analizując pewne prawa rządzące ludźmi – zarówno jednostkami jak i grupami – doszedłem do wniosku, że wszystkie je można przenieść na większą skalę. Następnie doszło do mnie, że z praw tych, podobnie do wielkich firm reklamowych (które zresztą w proces tworzenia czegoś co często nazywa się „Matriksem”, są silnie zaangażowane) z praw tych korzystają wszystkie wielkie koncerny, oraz rządy państw, z amerykańskim na czele.
Żyjemy w kulturze PR, gdzie bardzo ważne jest ukazanie i wypromowanie o towaru, tak aby był odpowiednio kuszący dla klienta. Musi być dobrze opakowany, mieć nośną nazwę i silnie działać na emocje. Rozpoznaliśmy te „jakości” i wiemy jak bardzo ważne są w handlu. Mógłbym przytoczyć 100 różnych guru od marketingu, mówiących o rozpoznania prawdziwych potrzeb ( tych irracjonalnych oczywiście, jako że realnie, człowiek potrzebuje bardzo niewiele) , szukania emocjonalnych guziczków, działając na wszystkie zmysły celem wzbudzania silnych emocji prowadząych do kupna towaru. Czasem trafia się w ludzki strach (np. pisząc o zagrożeniu i dając na nie odpowiedź, w rodzaju np. w twoim klozecie żyje 10000000 bakterii, ale nie martw się, nasz środek X wszystkie je wybije, tak, żebyś mógł czuć się bezpiecznie).
Otóż uważam, że w taki sposób w jaki wpycha nam się proszek do prania, czy wycieczkę do Nowego Jorku, rządy i instytucje sprzedają nam choroby, zmiany klimatyczne i inne globalne zagrożenia.
Ludzki umysł nie działa racjonalnie (albo bardzo rzadko tak się dzieje). Działamy emocjonalnie. Nikt nie sprawdzi ile ma roztoczy w dywanie, ile bakterii w klozecie, ani o ile stopni podnosi się globalna temperatura. Nie sprawdzi czy choroba, na którą szczepionkę się nachalnie promuje, jest niebezpieczna, czy informacje o zagrożeniu są jedynie zabiegiem promocyjnym. W części – przeważającej – nie sprawdzamy tego bo nie mamy czasu i wolimy wierzyć tzw. autorytetom gadającym do nas ze szklanego pudełka, a w części tych zagadnień, przy najlepszych nawet chęciach, nie mamy takiej możliwości. Jesteśmy atakowani informacyjną papką z każdej strony, i odnalezienie pośród tej góry łajna prawdziwych, niezmanipulowanych informacji, graniczy z cudem.

Jeśli chodzi o tematy jakie mam zamiar poruszać…….

Na pewno tylko te zagadnienia, które są według mnie istotne dla rozwoju człowieka – zarówno jednostki, jak i ludzkości – a na które albo nie ma dobrych odpowiedzi albo takowe odpowiedzi istnieją ale są w mojej opinii błedne.
.
Interesuje mnie psychologia, ze szczególnym uwzględnieniem psychologii społecznej i mechanizmów formowania się charakteru społecznego. Zagadnienie praktycznie nieobecne w mediach, choć jedno z najistotniejszych w ogóle
Mam zamiar badać mechanizmy działania systemu monetarnego (ze szczególnym uwzględnieniem tego w USA,, który jak wiemy promieniuje na cały świat)
Jestem żywo zainteresowany kwestią AGW (Antropogenic Global Warming) – czyli globalnego ocieplenia spowodowanego przez człowieka – i działeniem IPCC (International Panel for Climate Change), czyli oficjalnego ciała, posadowionego przy ONZ, odpowiedzialnego za badania klimatu i przewidywanie jego zmian w przyszłości.
|Bardzo interesuje mnie też kilka zagadnień ze świata medycyny. Takich jak wzajemna zależność przyczynowoa skutkowa wirusa HIV i AIDS(nabytego zespołu spadku odpoworności), badania nad lekarstwem na raka
Nie mogę również przejść spokojnie nad pewnymi niepokojącymi kwestiami związanymi z tzw. ‘Atakiem na Amerykę’ z 11 Sierpnia 2001 roku.

Co mnie nie intersuje?

Nie interesują mnie sezonowe fascynacje, nie mające wpływu na kierunek w jakim zmierza świat i jednostka w nim zatopiona. Takie jak kwestia parady gejów, życia gwiazd, szwindli politycznych, przekupstwa polityków, świąt bożego narodzenia i wielkanocy. Podobnie jak nie interesuje mnie „kolekcjonarstwo” do niczego niepotrzebnych danych – typu ile zarabia gwiazda X, czym jeździ gwiazda Y, ile mleka dają krowy w Izraelu i ilu jest posłów w parlamencie Ugandy (Polski zresztą też). Jest potworna masa informacji nieistotnych albo mało istotnych i nierozwiązywalnych, o których dyskutuje się z wielkim ogniem i z czego nic nie wynika. Jak powiedział Charles Bukowski ustami Mickey’a Rourke w filmie „Barfly” – aż głowa mnie boli od myślenia o rzeczach, których nie chciałbym robić i miejsc do których nie chciałbym pojechać (czy jakoś tak).
Tyle tytułem wstępu

Pozdrawiam

JJ

No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez wtyczkę Yet Another Related Posts.

Skomentuj:

Poprzedni wpis:

Następny wpis