Czy można odłączyć internet?

autor JJ dnia 18 sierpnia 2010

Zastanawiałem się kiedyś nad sytuacją teoretyczną: czy można odłączyć internet? Zadałem sobie to pytanie, jako, że od pewnego czasu uważam, iż żyjemy w rzeczywistości wirtualnej, matriksie, gdzie starannie spreparowane bloki informacji podaje się nam łyżeczkami jak bebiko małemu bobasowi.

Jeśli chodzi o tzw. wolność mediów – pojęcie to stało się przeżytkiem, jeśli nie grubym żartem. W okresie pomiędzy 1983 rokiem a 2004, liczba korporacji medialnych spadła w USA z 50 do 5 gigantów (swoją drogą bardzo interesująca jest z kolei grupa ludzi kontrolująca te media, a szczególnie fakt powiązania zarządów firm medialnych z koncernami zbrojeniowymi, energetycznymi i paliwowymi) .

Wszystkie media są pod ścisła kontrolą, prócz jednego. Internetu, tak więc internet jest jedynym medium, które znalazło się poza mackami korporacyjnymi. Tak więc aby uzyskać całkowitą kontrolę propagandową nad światem, ‘grupa rządząca” musiałyby znaleźć sposób na – przynajmniej czasowe – „odłączenie” internetu, a następnie przebudowanie jego struktury pod kątem lepszej nad nim kontroli.

Jaki miałby być tego powód? Oczywiście jeden, jedyny, niezastąpiony. Używany zawsze wtedy, kiedy USA chcą wprowadzić jakieś prawo, które w normalnych warunkach by nie „przeszło”. Naturalnie terroryzm. Jeśli nie wiadomo jak wprowadzić jakieś prawo, które w swej istocie łamie konstytucję, nieuchronnie pojawi się terroryzm. Ale to jest temat na osobną dyskusję i na pewno do tego wrócę. Teraz sprawa ‘kluczy do sieci’.

W brytyjskiej gazecie darmowej „Metro” pojawił się krótki i utopiony gdzieś na 4-6 stronie artykulik mówiący o tym, że brytyjski biznesmen, Paul Kane, został wybrany jako jeden z powierników klucza do internetu. Wzmianka ta przeszła praktycznie bez echa – oczywiście – jednak mi zmroziła krew w żyłach. Potencjalne implikacje tego co między wierszami drobnej notatki, są przeogromne. Jest napisane tak:

„Brytyjski biznesmen został wybrany jako jedna z siedmiu osób na świecie, które dostały klucz do „otwarcia” internetu.


Paul Kane (fot. SWNS) został wybrany jako jeden z członków elitarnego „łańcucha zaufania”, grupy ludzi, której zadaniem jest ‘zrestartowanie’ sieci, w wypadku gdyby zaszła potrzeba jej „rozwiązania” na skutek ataku terrorystycznego (muzyka dla moich uszu – przyp. tłum) lub masowego ataku hakerów.

Wprowadzono nowy system bezpieczeństwa, pozwalający na zamknięcie dużej części sieci na wypadek nagłego kryzysu. Zadaniem Kane’a i jego ‘wybranych’ kolegów będzie ponowne włączenie sieci po ustąpieniu niebezpieczeństwa.

Kane, szef wykonawczy Community DNS, firmy mieszczącej się przy Bath University, otrzymał klucz w tajemnym amerykańskim schronie i zdeponował go w bezpiecznej skrytce depozytowej.

„byliśmy przeszukani przez uzbrojonych wartowników i przeszliśmy przez skan siatkówki oka”, powiedział Kane – „spędziliśmy sześć godzin w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie klucze zostały wygenerowane”.

Pozstali szczęśliwi posiadacze kluczy to: Dan Kaminsky z USA, Jinkang Yao z Chin; Moussa Guebre z Burkina Faso; Bevil Wooding z Trinidadu i Tobago; Ondrej Sury z Czech i Norm Ritchie z Kanady.

Program bezpieczeństwa intenetowego nadzoruje ICANN (Internet Corporation for Assigned Names and Numbers, prywatna instytucja non-profit.

Wbrew pogłoskom, że prezydent Barack Obama może „nacisnąć guzik”, odłączenie całej sieci nie jest możliwe.

Kane i pozostali posiadacze kluczy mają jednak dostęp do systemu bezpieczeństwa zaprojektowanego dla ochrony użytkowników internetu przez „scammerami”. DNSSEC (Domain Name System Security) dba o to, by strony były oficjalnie zatwierdzone i „podpisane”.

Większość firm kontrolujących największe serwery dołączyła do programu i po pozostałych oczekuje się pójścia w ich ślady. Kryzys międzynarodowy lub atak hakerski może potencjalnie doprowadzić do przerwania połączeń do wszystkich „podpisanych” stron. Po ustąpieniu kryzysu posiadacze kluczy mają zostać wezwani do bazy zlokalizowanej w USA, aby dopilnować zrestartowania systemu ochrony, włącznie z wyprodukowaniem nowych ‘kluczy’”

I tyle z Metro. System – czytaj USA – dostał kolejne narzędzie kontroli do ręki. Albo raczej właściwszym określeniem byłoby „wziął sobie”.
Atak terrorystyczny to pojęcie na tyle szerokie – nie wspominając już o tym, że rząd USA sam sobie taki może zafundować – że sprytna administracja Obamy z łatwością znajdzie dobry powód dla dokopania resztkom niezależnej informacji, stłumienia elementu wywrotowego:)

Znowu mało czasu – więc proszę o wybaczenie, jeśli zrobiłem jakieś byki w tłumaczeniu. Dorzucę tutaj oryginalne źródło – teraz jakoś nie mogę tego w Metrze znaleźć, ale obiecuję dorzucić link kiedy tylko znajdę chwilkę.

Ślę pozdrowienia

JJ

No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez wtyczkę Yet Another Related Posts.

{ 2 komentarze… czytaj poniżej lubdodaj jeden }

Krzysztof Kozłowski Sierpień 21, 2010 o 16:18

Interesująca informacja. Co do wolności mediów – internet i bez kontroli w postaci wszelakich przycisków czy spiskowych teorii nie jest taki niezależny. Znaczenie mają tylko największe portale i firmy „produkujące” informacje, a te bez wątpienia mogą produkować dane na zamówienie. Do tego dochodzi problem pojedynczych „twórców” sieci, blogów, malutkich stron – ich autorzy również są podatni na wpływy i to za znacznie mniejsze „wynagrodzenie” niż sieciowe rekiny ;) Często są to niedrogie przedmioty, gratisy czy bilety na przeróżne wydarzenia. I mamy autora w garści.

Będę zaglądał na bloga częściej, bo wpis mi się bardzo spodobał. Pozdrawiam!

JJ Sierpień 23, 2010 o 21:31

Witaj Krzysztof,
Dzięki za komentarz. W dużej mierze masz rację – tutaj też pojawiły się molochy w rodzaju yahoo!, aol i innych, które do jakiegoś stopnia ‘kontrolują’ przepływ informacji, jednak niektóre strony ‘spiskowe’ (jak to nazywasz:)) potrafią mieć setki tysięcy czytelników miesięcznie, a to się już nie każdemu ‘na górze’ podoba. Informacje dotyczące pewnych wydarzeń są bardzo szeroko komentowane i podchodzi się do wielu spraw, które zostały ‘przyklepane’ jako prawda jedyna i objawiona w mediach mainstreamowych, bardzo krytycznie, wymieniając się szybko wszystkimi nowymi faktami. Ludzie znajdują ziejące dziury i niespójności w wielu oficjalnych teoriach, takich jak choćby słynny 9/11. Gdyby nie swobodny przepływ informacji w sieci, nie wiedzielibyśmy, że połowa Amerykanów nie wierzy w atak Al-Quaidy na WTC, że cała masa naukowców najwyższego szczebla nie wierzy w tzw. „spowodowane przez człowieka globalne ociepelenie”, epidemię świńskiej grypy etc etc etc.
Uważam, że do wyłączenia internetu może potencjalnie dojść w momencie kiedy ludzie zaczną próbować się zbierać i coś robić w kierunku wyjaśnienia pewnych – bardzo niewygodnych dla ogólnie pojętego establishmentu – spraw. Dopóki informacją rządziły gazety i telewizja (poniekąd jeszcze może i tak jest, ale środek ciężkości przesuwa się w błyskawicznym tempie w kierunku internetu), kontrola nad tymi ‘wolnymi mediami’ była stosunkowo łatwa. Wystarczyło kupić i akcje firm posiadających koncerny medialne, albo bezpośrednio przejmować same koncerny. Jeśli chodzi o internet doszło do znacznego przesunięcia bariery ‘wejścia’ i dobry serwis niezależny (jak. np. Democracy Now) rośnie w siłę. Podobnie jak strony ‘spiskowe’ (choć nie lubię tutaj tego słowa, gdyż oficjalna teoria rządowa jest w moim mniemaniu znacznie bardziej spiskowa niż naukowa analiza techniczna) typu 911truth.org, czy ae911truth.org zaczynają coraz bardziej rosnąć w siłę i kształtować opinie ludzi.

Skomentuj:

Poprzedni wpis:

Następny wpis