Znowu natykam się na to samo – znana osoba, w dodatku psycholog i filozof – myli pojęcia. Zwyczajnie posługuje się obiegowym i nieprawdziwym rozumieniem zjawiska egoizmu i miłości bliźniego. Co w wypadku N. Brandena jest zaprawdę zadziwiające i niezrozumiałe.
Jeśli ktoś spotkał się z problematyką będzie zapewne wiedział, jak kolosalna jest różnica pomiędzy „egoizmem” a „miłością własną”. Włączenie w to nomenklatury religijnej, powoduje, że sprzeczność wewnętrzna w tym co Branden pisze jest jeszcze bardziej rażąca (napiszę o tym głębiej w następnym wynurzeniu).
Ale do rzeczy…..To o czym tutaj piszę, jest pokłosiem tzw. „przekrzywienia znaczeń rdzennych” (moja nazwa:) – lepszej na to nieznalazłem), o czym mam zamiar napisać artykuł. Jest to temat tak obszerny, że ostanio ręce mi opadli.
Po tym co przeczytałem (jest notabene dostępne tutaj: http://www.nathanielbranden.com/catalog/articles_essays/valuing_love.html , wysmażyłem do Brandena list – zobaczymy czy odpowie. W książce pojawia się kilka błędów – w tym sprzeczność wewnętrzna. Czyli pewne twierdzenia Brandena można obalić posługując się tylko tym co sam napisał.
Na ostatniej stronie jesgo „Psychologii Romantycznej Miłości”(http://www.wydawnictwoamber.pl/ksiazka,008005,nathaniel-branden,psychologia-romantycznej-milosci.html), dosłownie na samiutkim koniuszku, amerykański psycholog przypuszcza bezpośredni atak na Ericha Fromma definicję miłości, posługując się zdaniem kompletnie wyrwanym z kontekstu. Branden albo Fromma nie czytał, albo niewiele z tego co przeczytał zrozumiał…. Chodzi o zdanie: “In essence, all human beings are identical. We are all part of One; we are One. This being so, it should not make any difference whom we love.” ( W istocie/esencji, wszyscy ludzie są identyczni. Jesteśmy wszyscy częścią Jednego; jesteśmy Jednym. A jeśli tak, to nie powinno nam sprawiać różnicy, kogo kochamy”. (cytat ze „Sztuki Miłości”).
Zdanie to na pierwszy rzut oka jest bardzo kontrowersyjne i wyrwane z kontekstu brzmi rzeczywiście bezsensownie. Po pierwsze dlaczego identyczni? Po drugie: jak to kochać wszystkich?
Jednak przy bliższym przyglądnięciu się temu – a przede wszstykim po UWAŻNYM PRZECZYTANIU tego co Fromm napisał w kontekście, widzimy, że jest to po prostu inna forma wskazania istoty miłości bliźniego. Branden jest w tym wypadku trochę jak Jehowy domokrążca posługujący się wyrwanymi z kontekstu cytatami biblii. ( Tak na marginesie….jakimś dziwnym zrządzeniem, ludzie którzy uważają się za chrześcijan, postawieni twarzą w twarz ze stwierdzeniem torzsamym z tym co głosi jedno z przykazań, uważają, że coś jest nie tak. Znajdują je jako fałszywe….).
O co więc cały ten szum? Fromm po prostu mówi swoim językiem „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Tyle znaczy „identyczność” – jesteśmy wszyscy ludźmi, stworzyła nas ta sama natura/pochodzimy od tego samego Boga (niepotrzebne skreślić), tak więc w tym sensie jesteśmy identyczni.
Drugie co trzeba wiedzieć, pisząc o zdaniu Fromma o miłości, jest to, że wyraźnie pisze on tutaj o znawisku nazwanym przez niego „miłością braterską” – czyli własnie odczuwaną do bliźniego. Branden natomiast napisał książkę o czymś co nazwał (za romantykami ?) z tylko sobie znanych powodów, „miłością romantyczną”, która ze swego założenia występuje pomiędzy kobietą a mężczyzną…. (hmm. Może czasem nie tylko?:))) Tak więc przytaczanie wyrwanego z kontekstu zdania ze „Sztuki Miłości” E. Fromma, dotyczącego miłości braterskiej, w odniesieniu do miłości romantycznej (czy też jak ja wolę ten typ miłości nazywać: erotycznej) jest absurdalne. Nie wiem co nim kierowało kiedy to pisał i nie chce mi się na chwilę obecną w to wnikać….
Kolejną niespójność rodzi podniesienie kwestii egoizmu, w kontekście miłości własnej. Samo mieszanie tych dwóch pojęć ( tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że obiegowo (czy też jak lubię to nazywać: rolniczo/ludowo) utożsamia się te dwa komplenie różne i wzajemnie wykluczające się pojęcia, tworząc w rezultacie jakiś poroniony zbitek.
O zjawisku miłosci własnej vs egoizm (tutaj def. z czcigodnej wikipedii:http://pl.wikipedia.org/wiki/Egoizm_(psychologia), która sama w sobie jest obiegowym rozumieniem tego słowa i psychologicznie/naukowo nie ma żandej wartości) , napiszę w osobnym wpisie….. Na dzisiaj mam serdecznie dosyć:)
Aha – i jeszcze jedno……
Chcę jeszcze tylko szybko poruszyć pewną kwestię…. Bo możliwe, że właśnie tutaj leży przyczyna tego co Branden napisał i jego „niezgody” z Frommem. Na wstępie muszę się czymś pochwalić – chodzi o udane „ przewidzenie wyniku zanim gra jeszcze się zaczęła”. Otóż zanim zabrałem się za „Psychologię Romantycznej Miłości” przeczytałem co nieco o autorze, i – pomiędzy innymi – znalazłem wzmiankę o jego romansie z Ayn Rand, pisarką, filozofką, m.in. twórczynią czegoś co nazywa się „obiektywizmem”( znowu wikipedia, ale lepszego źródła po polsku nie znalazłem: (http://pl.wikipedia.org/wiki/Nathaniel_Branden). Ciekawostkę stanowi fakt, że Branden w czasie kiedy sypiał z Rand, pozostawał w związku ze swoją ówczesną żoną, podobnie jak Rand, była ze swoim mężem…. Można to nazwać na wiele sposobów, jednym jest oświecone małżeństwo cztero-osobowe, otwarte na potrzeby innych, pełne zrozumienia i wzajemnej akceptacji….. i tak dalej i tak dalej. Inna – mi osobiście bliska – czterech niezrównoważonych ludzi, krzywdzi się nawzajem w czasach oświeconego, hipisowskiego ruchu wyzwolenia lat 60-tych. Kiedy tylko to przeczytałem, doszło do mnie, że Branden (słynny twórca „6 Filarów Poczucia Własnej Wartości”), musi wymyślić coś, co w jakiś sposób wytłumaczyło to co nawyrabiał…. Wytłumaczyło przed nim samym, Brandenem, oraz przed wszystkimi zainteresowanymi, czyli wyślizganymi przez niego kobietami. I oczywiście wymyślił, bardzo gładko usprawiedliwiając pogląd o „potrzebie zmian” w małżeństwie – z gruntu instynktywistyczny i hydrauliczny wg mnie – naturalną potrzebą ewolucji i zmiany człowieka, dorastania (moglibyśmy tutaj jeszcze podciągać maski Junga albo cokolwiek ktokolwiek chce). Inna nazwa – znowu, bardzo mi przykro, ale znacznie mi bliższa – to: wyczerpanie tego co było dobre, znudzenie sobą i poszukiwanie układów pozamałżeńskich. W tym wypadku wszystko polegało na tym, że partnerzy o wszystkim wiedzieli, co z jednej strony oczywiście było wyrazem „szczerości”, z drugiej zaś tworzyło sytuację „perwersji psychologicznej”.
Tak więc kończąc, w mojej opinii, Nathaniel Branden, nie mógł zgodzić się z teorią Fromma, bo w przeciwnym wypadku musiałby stanąć przed faktem swojego wiarołomstwa, oraz tego, że świadomie skrzywdził drugą osobę (oraz oczywiście siebie) i poświęcił miłość(zakładając, ze takowa w ogóle była) na ołtarzu eksperymentu.
No related posts.
Powiązane wpisy wygenerowane przez wtyczkę Yet Another Related Posts.
{ 10 komentarze… czytaj poniżej lubdodaj jeden }
Pozwoliłem sobie na blogową rewizytę.
Parę lat temu książki Brandena robiły na mnie spore wrażenie – szczególnie tym że podkreślają samoświadomość, odpowiedzialność i wierność swoim zasadom (swoją drogą to ja napisałem notkę na wikipedii:) Oczywiście przyszło zdziwienie, gdy dowiedziałem się o jego życiu prywatnym. Ale to jest taki typ, niejeden zresztą wśród takich autorów. Wraz z Ayn Rand wymyślili tę filozofię obiektywizmu, o której bardzo dobrze mówi ich wspólna książka „Cnota egoizmu”. Miłość to dla nich element aktualnego kontraktu między dwoma osobami i rozszerzenie na inne osoby sprzeczne jest z założeniem, że działamy tylko w swoim interesie…
Tadeusz Niwiński wspominał kiedyś, że będąc na obiedzie z Brandenem zapytał go o podejście do wierności małżeńskiej, ten się skrzywił – a jak się okazało w kryzysie było akurat jego kolejne małżeństwo.
Dobry wpis, mało jest takich, po których widać intelektualny wysiłek autora. Trochę jak dla mnie „nie uczesany”, ale może ciężko było mi się skupić na czytaniu.
Powodzenia we wszystkim!
Dziękuję panowie:)
@Vroobelek.
W „Psychologii Romantycznej Miłości” Branden tworzy takową właśnie teorię, o której czytałem już dawien dawno u pewnego (a jakże – oczywiście zapomnianego i nieczytanego) jako o całkowicie poronionej. Sprawa dotyczyła małżeństw otwartych, otwartej niewierności. Branden pisze o osobistych potrzebach, zmianie, zgodzie etc etc. Pośród tego wszystkiego pada stwierdzenie o niekrzywdzeniu partnera i zrozumieniu jego potrzeb, szczerości etc.
Jeśli pisałeś notkę do wikipedii, porównaj ją proszę a tą na anglojęzycznej wiki. Po pierwsze o reperkusjach jego romansów, i rzekomej potrzebie robienia takiego czegoś jako zjawiska naturalnego dla dynamiki związku, i o tym, że kiedy jest wiedza obu stron nie ma cierpienia. „ According to Barbara Branden, however, „the affair was agonizingly painful,” both to her and Rand’s husband”.
Czyli było nie tyle lekko i różowo, co jego żona wiła się w „agonalnym bólu”, co jest zupełnie normalne. Wystarczy spytać/przeczytać dobrego psychoanalityka. Branden akurat nim nie jest. Prezentuje tutaj jakieś pomieszanie neoinstynkwizmu z odchyleniami hipisowskimi. Oczywiście w „Psychologii Miłości Romantycznej” Branden ani słówkiem o tym nie jęknął.
Piszesz też:
Po konflikcie z Rand, Branden usunięty został z głównego nurtu rozwoju filozofii obiektywizmu. Swoje życie z Ayn Rand opisał później w książce Judgement Day. Wypadało by napisać co ów konflikt spowodowało (nie – nie czepiam się, po prostu chcę udoskonalić to co tam jest, w tej chwili nie ma tam pełnej informacji).
In 1968, the close relationship between Rand and Branden came to an abrupt end when Rand discovered that Branden had been having a sexual relationship with a third woman, actress Patrecia Scott, without Rand’s knowledge, for more than four years. (wikipedia.org).
Czyli Branden ze swoją żoną zastosował „związek otarty”, który widocznie niezbyt się sprawdził, skoro po kilku latach się rozwiódł, po to, żeby odejść do byłej kochanki, którą – już nie otwarcie – też zdradził…..
Robiąc wpis, po przeczytaniu ksiązki gdzie pozwolił sobie napaść na wybitngo filozofa, psychologa i pscyhoanalityka Ericha Fromma (któremu notabene nie dorasta do pięt), nie wiedziałem o tym, że zdradził w zdradzie (nie wiem jakiego lepszego pojęcia by tu użyć) – inaczej, bardzo, bardzo wprost i brutalnie mówiąc:
Ten facet raczej przypomina mi nie panującego nad sobą seksoholika, z silną potrzebą krzywdzenia wszystkich wokół, niż wybitnego terapeutę. To człowiek zaburzony, który – podobnie jak wielu przed nim – zbudował wątpliwą teorię dla zracjonalizowania swoich zachowań destrukcyjnych raczej. Jego zachowania nie wynikają z zastosowania teorii, ale teoria ma tłumaczyć patologiczne zachowania. To czysty oportunizm i tak powinna się nazywać jego filozofia.
Jest jeszcze jedno. Ruch A. Rand, tzw. obiektywistów, charaktryzował się tym, że wszyscy jego członkowie ślepo podążali za wielką przywódczynią. Żadne odstępstwa nie były tolerowane. Jeśli ona mówiła że coś jest ok, wszyscy mówili że jest ok. Jeśli ona ubierała mycke na głowe, wszyscy to robili, jeśli Rand kupowała okrągły szklany stół do salonu, wszyscy członkowie ruchu lecieli żeby kupić sobie taki sam. I tak dalej i tak dalej.
Wybacz jeśli zabrzmiałem brutalnie…. ale postanowiłem sobie kiedyś, że takie osoby będę „zwalczał” na tyle na ile będzie to możliwe. Pisanie o tym na blogu to pewnie niewiele, ale tyle mogę zrobić. Rozumiem, że masz inną opinię na ten temat – i szanuję ją.
Jeszcze raz dzięki:))
@ Mauro – Tobie też wielkie dzięki. Pisałem to „na kolanie” – mam masę rzeczy na głowie i brak czasu permanentny, jednak postanowiłem, że w końcu zrobię blog i będę na nim pisał, bo to dla mnie ważne. Będę się starał bardziej wszystko „czesać”:))
hej

Trafiłam tu z blogu Alexa i wchłonęłam od razu.
Bardzo ciekawe, czasem nawet perwersyjnie ciekawe (myślę o analizie nekrofilii)..
Dzięki i czekamy na kolejne teksty.
Bardzo fajnie przeczytać coś o Frommie, rzadko się o Nim mówi, a powiedział parę mądrych rzeczy. Jak do tej pory „Ucieczka od wolności” Fromm’a i Man’s Search for Meaning V. E. Frankl’a to chyba dwie najlepsze książki, jakie w życiu przeczytałam. Ale wszystko przede mną. Czekam więc na kolejną porcję inspiracji.
Pozdrawiam seredecznie. Miłego dnia!
Paulina
Witaj Paulino:)
Dziękuję za miły komentarz… Bardzo się cieszę, że ktoś jeszcze staruszka Fromma czytuje… Dla mnie był to (i nadal jest) niedościgniony mistrz, który naprawdę rozumiał człowieka, jego istotę – pragnienia, dążenia, namiętności… Jeśli zainspirowała Cię „Ucieczka od Wolności” (nie wiem – zakładam że nie tylko to czytałaś Fromma?) – na pewno polecam „Anatomię Ludzkiej Destrukcyjności” tegoż autora. Jego opus magnum, gdzie zawarł swoje przemyślenia dotyczące pochodzenia destrukcyjnych sił w ludziach, które doprowadziły do takich katastrof jak II wojna światowa. Ciekawostką jest to, że Erich współpracował pisząc dzieło, z wieloma wybitnymi przedstawicielami różnych dyscyplin naukowych, takich jak biogenetyka, zoologia, antropologia, fizyka etc. Dzięki czemu powstało coś absolutnie unikalnego i głębokiego.
Z drugiej strony ostatnio czytałem jego świetną książkę „Sztuka Miłości” – niby łatwa, prosta i przyjemna (a do tego króciótka) – a jednak może poruszyć do głębi..
Jeszcze raz dziękuję za cenny komentarz
Pozdrawiam
JJ
Witam ponownie,
, może do niej kiedyś wrócę); trochę innych jego pozycji poprzeglądałam do prac na studia. Zachęciłeś mnie do „Anatomii Ludzkiej Destrukcyjności”, wolę co prawda czytać o tym, jak robić, żeby „działało” niż zagłębiać się w ludzkiego cienia, bo tak można bez końca.. Mam nadzieję, że książka nie jest z typu fatalistycznych, choć akurat po Frommie bym się tego nie spodziewała. 
Dzięki za info zwrotne.
Wcale tak dużo Fromma nie czytałam. Przeczytałam tylko dwie książki („Ucieczkę od wolności” i „Sztukę miłości”, ale na tę drugą chyba byłam za młoda, pamiętam, że się namyśłałam bardzo w trakcie lektury i chyba nie wszystko załapałam
Pozdrawiam wieczornie,
Paulina
Paulino,
Definitywnie nie jest to książka fatalistyczna – tego bać się nie powinnaś, bo Fromm zawsze pozostawał pełen nadziei na przyszłość i wiary w ludzkie możliwości.
Jednak nie był – jak większość tzw. psychologów pop(których jak widzę większość wyznaje, w tym ludzi zdawałoby się inteligentnych) – ślepo „optymistyczny” i oceniał rzeczy z brutalnym obiektywizmem.
Pozdrawiam
JJ
Nie czytalem ksiazki Brandena, ale z postu jest dla mnie dosyc jasne, ze Twoje zarzuty biora sie z nieznajomosci Obiektywizmu (z niego pochodza inaczej definiowane egoizm, romantyzm, milosc… a pisany jest wielka litera dla odroznienia od obiektywizmu w znaczeniu slownikowym uczciwosci intelektualnej) ktory jest systemem filozoficznym, a nie zadnym ruchem, i ma sie doskonale (w 2009 sprzedano w USA wiecej kopii magnum opus Ayn Rand niz kiedykolwiek mimo ze juz kiedy ukazalo sie w 1957 bylo bestsellerem). Wikiwiedza tu niestety nie wystarcza, bo podejscie, sluszne badz nie, jest bardzo rewolucyjne i akurat anty-hipisowskie a nie hipisowskie (o czym np. w „Powrót człowieka pierwotnego” Ayn Rand). Nie chce napisac, ze gdybys byl zaznajomiony z Obiektywizmem to bys sie zgadzal, raczej ze stawialbys przynajmniej trafniejsze zarzuty. Branden najwyrazniej nie wytlumaczyl wystarczajaco zrozumiale czym sie kieruje (albo jakie zmiany naniosl we wlasnej filozofii po tym jak Ayn Rand zerwala z nim wspolprace ze wzgledu na jego sekciarstwo, co tak przy okazji mialo miejsce dopiero kilka lat po zakonczeniu romansu, ktory uczestnicy uznali za blad i ktory, co oczywiste, nie dowodzi blednosci idei).
Dzięki za komentarz…
Po pierwsze, Branden sam nie wskazuje jaką definicją „egoizmu” się kieruje, ( co jest pierwszą słabością jego książki wg. mnie).
Rozjaśnienie tego na początku mogłoby pozwolić na uniknięcie wielu błędów w interpretacji tego co pisze Branden. Ale tego nie zrobił.
Po drugie, autor utożsamia egoizm z miłością własną i miesza w to Fromma, nie wskazując po drodze jakimi definicjami się posługuje. A skoro porywa się na mieszanie kogoś z błotem nie rozumiejąc o czym pisze, zasługuje (w mojej opinii) na to samo w swoim kierunku. Szczególnie, że Fromm akurat – w przeciwieństwie do Brandena – definiuje swoje rozumienie zjawisk o których pisze.
Jeśli przeczytasz uważnie co napisałem, zobaczysz, że głównym celem moje „ataku” (jeśli tak można to nazwać”) było to, że Branden, najwyraźniej Fromma wcześniej nie czytając (a może zerkając do czegoś w rodzaju „wikipedii”?) próbuje go zmieszać z błotem. Do tego nie muszę znać wszystkich założeń Obiektywizmu.
Rozumienie ruchu Obiektywizmu, a co za tym idzie definicji egoizmu jakimi Branden się posługuje, ma się tutaj nijak, bo jak już pisałem Branden a/sam nie wskazuje na to jaka to definicja b/ krytykuje jednego z największych myślicieli XX wieku godną ignoranta nonszalancją.
Więcej. Życie osobiste Brandena, przeczy „prawdom” które zawarł w książce o której tutaj piszę. W dodatku jego książka, w wielu miejscach jest niemal kopią, „Sztuki Miłości” Fromma, natomiast autor o w/w nawet jednym słowem nie wspomina. Zastanawiałem się dlaczego. Na końcu książeczki się rozjaśniło. Po prostu tak było wygodniej.
Widziałem całkiem niedawno jeden z ostatnich wywiadów jakich Rand udzieliła (po długim milczeniu), gdzie wciąż wini Brandena za swoje załamanie. Nie chcę tutaj pisać co myślę o ludziach, którzy nie potrafią przyjąć odpowiedzialności za własne życie.
Szanuję Twoją opinię ale jej nie podzielam.
Pozdrowienia
J
Aha, zapomniałem o jednym napisać w odniesieniu do Twojego komentarza. Ja nie napisałem, że życie osobiste Brandena i Rand świadczą o błędności założeń ich Obiektywizmu, tylko o błędności Brandena teorii o „miłości i związkach”. To zupełnie dwie różne sprawy. Założenia Obiektywizmu czytałem pobieżnie i nie roszczę sobie pretensji co do wielkiego ich znawcy.
Co do przełożenia popularności na jakość – uważałbym.