Od jakiegoś czasu nurtuje mnie zestaw pytań dotyczący HIV > AIDS. W końcu, kiedy odpowiedzi jakie otrzymywałem od lakarzy, nie wydały mi się satysfakcjonujące, postanowiłem sam sobie na nie odpowiedzieć. Zacząłem zadawać pytania, które albo i/ pozostały bez odpowiedzi albo ii/odpowiedzi były delikatnie mówiąc niesatysfakcjonujące lub iii/ dostawałem odpowiedź, która wydawała mi się bardziej oparta na wierze religijnej i kulcie, niż na podstawach merytorycznych.
Kiedy tylko poruszałem temat, byłem konfrontowany z rzeką nonsensu i relgijnej nabożności. Przeczytałem i oglądnąłem niezliczone wywiady ze „specjalistami” z obu stron, następnie próbując wyszukać dokumenty potwierdzające to co słyszałem. W magiczny sposób jedna strona oficjalna okazała się panicznie unikać jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji ze stroną drugą, szybko i skutecznie ometkowaną jako „dysydenci”, uciekając się często do typowego dla dzieci „nie bo nie”, jest tak bo „autorytety” osiągnęły „koncensus” i tak dalej i tak dalej, do znudzenia. Przyglądając się temu wszystkiemu nie mogłem wyjść ze zdumienia. Oczywiście „strona oficjalna” robi wszystko co w jej mocy, żeby ze swoich przeciwników zrobić nieoświeconych, krwiożerczych głupków, groźnych dla ludzkości. Typowy dla tego trendu, jest „wywiad” jakiego udzielili panowie Gallo i Montagnier w radiu niejakiego Gary’ego Nulla’a, gdzie Gallo po usłyszeniu pierwszego pytania, które wydało mu się niewygodne najpierw Nulla zwymyślał, potem się rozłączył. Tego typu zachowania nie są wyjątkiej, ale raczej regularną praktyką piewców poronionej pseudo-naukowej strasznej bajki o AIDS.
Po zanurzeniu się w porblematykę od razu rzuciło mi się kilka uwag:
1/ W sytuacji gdy jedna strona mówi, że coś JEST, a druga, że NIE MA, obowiązek udowodnienia istnienia tego czegoś spoczywa na stronie głoszącej jej istnienie, a nie na tym kto je kwestionuje. Tak zupełnie na chłopski rozum. czytaj więcej…
{ 2 komentarze }